Oni byli zero waste, zanim to było modne. Najlepsze sposoby naszych rodziców i dziadków na ponowne wykorzystanie codziennych przedmiotów
Rzeczy z plastiku mogą być inspirujące, pożyteczne, wygodne. Mogą stać się meblem, ubraniem, śpiworem. Na stronie Świat bez odpadów zobaczysz, jak może wyglądać drugie życie Twojej butelki. Tekst został przygotowany przez Noizz we współpracy z Fundacją Coca-Cola.
Obecnie generujemy ogromną ilość odpadów, co często może wydawać nam się nieuniknione. Co więcej, mamy wrażenie, że od zawsze tak było.

Obecnie generujemy ogromną ilość odpadów, co często może wydawać nam się nieuniknione. Co więcej, mamy wrażenie, że od zawsze tak było. Wystarczyła jednak chwila rozmowy z moją mamą, urodzoną w połowie lat 50-tych i babcią, która przyszła na świat pod koniec lat 20-tych, żebym zrozumiał, że nie tak dawno życie zgodnie z zasadami zero waste było normą. Jak wyglądały czasy przed tą ogromną zmianą i jak ludzie radzili sobie wtedy w wielu życiowych sytuacjach?

Opakowania
„Jeszcze w drugiej połowie lat 80. niektórzy prali i suszyli kolorowe reklamówki, które ktoś przywiózł z Zachodu. Po ulicy chodziliśmy z nimi dumni, jakby to były eleganckie torebki” - mówi mi mama. Plastik był wtedy synonimem zachodniego luksusu, podobnie jak w latach 90. ładne kolorowe opakowania z tworzyw sztucznych, na przykład po napojach. Stawiano je na półkach w pokojach dziecięcych jako ozdoby (sam miałem taką kolekcję). „Wszyscy pokochali plastikowe opakowania, bo były kolorowe, ładne, wygodne. Nikt nie mówił głośno o ich wpływie na środowisko, chociaż dzisiaj już wiemy, że podstawą jest ich recykling i w ten sposób można nadać im nowe życie, a nie stawiając na półce” - opowiada moja babcia i dodaje: „początkowo ludzie gromadzili takie opakowania i wykorzystywali je ponownie, bo były trwałe. Do takiego zbieractwa i oszczędności byliśmy przyzwyczajeni, ale szybko ludzie uświadomili sobie, że ich ilość na rynku jest ogromna, więc można je spokojnie wyrzucać. System zbyt szybko zaczął nas rozpieszczać”.

Do lat 90. w sklepach wszelkie produkty świeże pakowano w taki sposób jak dzisiaj w ekologicznych delikatesach - w zwykły papier. Za to oleje, śmietanę czy mleko kupowano w szklanych butelkach, które później zanoszono do skupu szkła. Ci, którzy żyli w dużych miastach, dostawali mleko pod drzwi, jeśli tylko wystawili pustą butelkę. Moja babcia wraca pamięcią do jeszcze wcześniejszych czasów, kiedy w latach 50. i 60. wyjeżdżała z rodziną na wakacje na wieś: „Wtedy chodziło się do lokalnego gospodarza po mleko z metalową bańką”. Tymczasem dzisiaj stawiamy pierwsze automaty, w których można kupić mleko, jeśli posiada się swoją butelkę i uważamy to rozwiązanie za innowacyjne.

źródło: GettyImages

Oprócz skupów szkła istniały także skupy makulatury oraz skupy szmat, do których ludzie zanosili papier oraz bawełniane materiały, dostając za nie pieniądze. „Nawet jeśli sam nie chciałeś zanieść, zawsze znalazł się ktoś, komu potrzebne były pieniądze i zrobił to za ciebie” - wspominam moja mama. Warto pamiętać, że dzisiaj, chociażby w Warszawie, istnieją innowacyjne recyklomaty, w których można oddać plastikowe butelki i w zamian zbierać punkty na darmowe bilety do teatru czy kina, co jest całkiem atrakcyjną formą wynagrodzenia za niewielki trud zaniesienia swoich odpadów do takiego miejsca.

Oczywiście żyjemy w innych czasach i zupełnie inny jest obieg produktów, ale nadal możemy przecież korzystać w wielu sytuacjach z wielorazowych siatek i reklamówek czy próbować pakować produkty w papier, zamiast używać woreczków jednorazowych. Poprzednie pokolenia używały też słynnych reklamówek z oczkami, najpierw robionych ze sznurka, a potem z linki z tworzywa sztucznego. Służyły ludziom przez dłuższy czas i nikt nie pomyślałby o ich wyrzuceniu, dopóki nie nadawały się zupełnie do użycia. Szyto także woreczki ze zwykłego bawełnianego materiału albo z zasłon, żeby łatwiej nosić zakupy. Dzisiaj mamy dodatkowo możliwość recyklingu, czy skorzystania ze wspomnianych przed chwilą recyklomatów. Warto o tym pamiętać, bo często to plastik sam w sobie jest zły, ale nasze podejście do jego wykorzystywania.

Ubrania
Tworzywa sztuczne oczywiście były szeroko wykorzystywane od lat 70. w modzie ze względu na to, że były praktyczne i tańsze. Nawet do nich podchodziło się jednak oszczędniej. Na przykład w miastach istniały specjalne zakłady naprawiające rajstopy, w których poszło oczko. Powszechne było także kupowanie materiałów i szycie z nich ubrań w domach lub u krawcowych. Jeśli dziecko rosło albo zrobiła się dziura w materiale, często dokonywano poprawek. Za małe ubrania były z kolei oddawane młodszej siostrze albo mniejszemu bratu. Nikt nie myślał, żeby wyrzucić lekko zepsutą albo za małą rzecz. „Bardzo często wydłużaliśmy spodnie albo rękawy koszul, wszywając kawałek innego materiału. To było w tamtym czasie nawet modne. Jeśli ktoś miał jeansy z Zachodu, chodził w nich i je naprawiał, dopóki się w całości nie rozpadły”, wspomina moja mama.

Podobnie poszewki na pościel szyto zazwyczaj w domu. Zdarzały się też sytuacje, kiedy trzeba było radzić sobie z tym, co miało się pod ręką: „Zaraz po wojnie moja mama uszyła nam płaszcze z koców, które wszyscy później podziwiali na ulicy i pytali, skąd je mamy” - wspomina babcia. Czasy niedostatku budziły w nas kreatywność, która nawet dzisiaj mogłaby się nam przydać. Ruch zero waste polega w końcu na nieustannym dawaniu drugiego życia przedmiotom, mając na uwadze nasz wpływ na środowisko. Wcześniejsze pokolenia może nie miały wyboru i tak dużej świadomości, ale kiedy słucha się ich obecnie, trudno nie przyznać, że moglibyśmy się od nich nauczyć umiaru.

Rzeczy potrzebne na co dzień
Pierwszy produkowany seryjnie telewizor w Polsce pojawiły się w drugiej połowie lat 50., pralka Frania pojawiła się w większości domów w latach 60. Długo czekano też na powszechne pojawienie się w polskich domach lodówek. Dlatego generalną zasadą było niewyrzucanie wszelkiego rodzaju urządzeń, które pomagają nam na co dzień, ale naprawianie ich. „Istniało bardzo wiele punktów naprawy i sklepów, gdzie można było zdobyć niezbędne części” - mówi mi mama. Właściwie każdą bardziej wartościową rzecz, można było zdobyć wyłącznie posiadając kartki, więc istniał rozwinięty system pomocy sąsiedzkiej i rynek „złotych rączek” - fachowców od wszystkiego. O tej szkole naprawiania też niewielu obecnie pamięta. „Myślę, że wiele osób z mojego pokolenia dalej żyje zgodnie z wieloma zasadami, które dzisiaj wydają się rewolucyjne. Tymczasem my po prostu zostaliśmy wychowani tak, żeby zawsze mieć szacunek do tego, co posiadamy” - mówi moja babcia, pokazując mi sprawny młynek do kawy, który dostała w prezencie blisko 50 lat temu.

Marzenia o dobrobycie
Pamiętam, kiedy po raz pierwszy natknąłem się na zdjęcia, które mój dziadek zrobił podczas swojej wizyty w Stanach Zjednoczonych w latach 70. Z trudem udało mu się dostać wizę, ale ostatecznie postawił na swoim i odwiedził rodzinę, która tam mieszkała. Na zdjęciach nie było jednak wyłącznie bliskich mu osób. Na wielu widać było po dwa samochody stojące na podjeździe jednego domu albo pełne półki w supermarkecie. Mnie, wychowanego w latach 90., śmieszyło robienie zdjęć czemuś, co jest oczywiste. Wtedy jednak tak właśnie wyglądało marzenie ludzi w Polsce o bogactwie.

Obecnie naszym globalnym marzeniem jest powrót do świata, gdzie nie byłoby tylu śmieci. Może powinniśmy sięgnąć do tradycji naszych rodziców i dziadków, którzy potrafili na tyle sposób oszczędzać to, co mają? Potrafili o wiele dłużej cieszyć się rzeczami, które posiadali. Dzisiaj my mamy możliwość za pomocą recyklingu czy korzystania z nowoczesnych recyklomatów nadawać rzeczom nowe życie i powinniśmy z tej możliwości korzystać, dla siebie i kolejny pokoleń. Zmieniła się technologia, ale nie zmienił się sposób myślenia - mniej znaczy lepiej.

Jak inspirujący był ten artykuł?

Dziękujemy za opinię

11 lat do świata bez odpadów

Czy to możliwe? Coca-Cola podjęła ambitne wyzwanie: do 2030 pomoże w zbieraniu i poddawaniu recyklingowi tylu butelek i puszek, ile trafia do konsumentów. Dzięki temu opakowania dostaną drugie i kolejne życie, a obieg zostanie zamknięty!

dowiedz się więcej

Partnerzy:

Dziękujemy!

Przed nami jeszcze dużo pracy,
ale wierzymy, że razem damy radę!

Możesz zrobić jeszcze więcej
działaj